Zawsze lubiłem parodie, głupawe komedie (“Rodad Trip” rządzi w moim osobistym rankingu). Ostatnim razem trafiłem na całkiem niezłą “Meet My Spartans”, niedawno na “Superhero Movie”. Myślałem, że od cholernie tandetnego i żenującego “Epic Movie” nie da się nic równie słabego nakręcić, no i w sumie się nie myliłem, aż tak źle to nie jest…

Fabuła (jak to w parodiach bywa) nie jest odkrywcza i żeruje na znanych przebojach kinematografii. Nieudacznik użądlony przez zmodyfikowaną genetycznie ważkę odkrywa w sobie super-moce. Wkrótce będzie musiał stawić czoło demonicznemu profesorowi, który absorbując moce życiowe ludzi chce stać się nieśmiertelny.
Humor w “Superhero Movie” jest wyblakły, wyprany, przejedzony i fatalny. Oklepane motywy, żenujące dialogi i tak naprawdę nuda. Przez większość czasu siedziałem wsparty, podpierając głowę i z niesmakiem chlipiąc kolejne piwo. Nie pomaga nawet całkiem niezła akcja z babcią gł. bohatera, która cierpi na “wiatry”, ale to znowu żart nie dla każdego.
Obraz bazuje na historii podobnej w “Spidermanie”, ale “dostaje się” również “Fantastycznej Czwórce” i kilku innym superprodukcjom. Są również żarty w stronę celebrities – Tom Cruise defintywnie nie jest lubiany przez autora skryptu.

Jak mam podsumować najnowszą parodię? Niestety odradzam. Wszystko już widzieliście, nie jest śmiesznie, od ekranu wieje nudą a kultowy Leslie Nielsen jest tutaj na zasadzie myślenia ludzi od marketingu “wciśnijmy go na siłę, to przyciągnie uwagę fanów parodii”; bo nie oszukujmy się trylogia “Nagiej Broni” jest kultowa i to ją proponuję po raz 152 zobaczyć a “Film o superbohaterach” omijajcie szerokim łukiem!
Tagi: leslie nielsen, parodia, superhero movie